Lampa Reflex – Powrót polskiego designu z lat 80-tych

Rozmowa z T.A.Rudkiewiczem

Co Cię przekonało do wznowienia produkcji lamp Reflex? T.A. Rudkiewicz: Te lampy wciąż wyglądają nowocześnie, pasują do współczesnych wnętrz. Tym charakteryzuje się dobry design, że się nie starzeje. To jest klasyczna lampa, ale nowocześnie pomyślana, prosta. Ma ładną formę. Reflex to była cała seria lamp – wiszące kuchenne lampy, reflektorki i tzw. Lampki nocne z abażurem. Wznowiliśmy produkcję trzech lamp wiszących.

Były ewenementem na ówczesnym komunistycznym rynku, gdzie nawet papier toaletowy był fatalnej jakości, o ile w ogóle udało się go dostać. Opowiedz jak powstały lampy Reflex. T.A. Rudkiewicz: Były produkowane prywatnie. W osiemdziesiątych latach widać było, ze PRL już się załamuje. Miał trwać jeszcze 10 kolejnych lat, ale myśmy wyczuli, że trzeba oderwać się od projektowania dla przemysłu, że trzeba produkować samemu. Mówiło się wówczas, że nie ma pracy dla projektanta, bo przemysł padł. A było tyle do zrobienia! Na rynku próżnia. Jednocześnie zaczął aktywować się ruch drobnych producentów, wtedy zwanych ‘prywaciarzami’. Szukałem kogoś, kto chciał produkować lampy. Znalazłem człowieka, który odziedziczył zakład rzemieślniczy. Znaleźliśmy podwykonawców – drykarzy, lakierników. Z dostarczanych przez nich części składane były lampy. Na początku była wątpliwość, czy te lampy pójdą, czy nie są za proste.

Ale odniosły wielki sukces. Były wszędzie – w domach prywatnych i miejscach publicznych. Pojawiły się nawet w filmach Kieślowskiego i Barei. T.A. Rudkiewicz: Te lampy rzeczywiście trafiły pod strzechy. Można było je kupić w Galerii Instytutu Wzornictwa, potem wszędzie – najpierw na Ogrodowej 32 w sklepie Reflex, gdzie przychodziła cała elita warszawska: od pierwszego sekretarza z żoną, po artystów i producentów filmowych. Potem rozwożone były po prywatnych sklepach w całej Polsce. Był facet, dziennikarz, który stracił pracę w stanie wojennym. Zaczął wozić te lampy. Odniósł sukces rynkowy. Lampy stały się źródłem dochodów wielu ludzi.

Skąd wzięła się Twoja pasja projektowania oświetlenia? T.A. Rudkiewicz: Gdy skończyłem studia na Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego, wymyśliłem, że chcę projektować lampy, żeby oświetlić komunizm, żeby było weselej. Nie było wtedy kultury oświetlenia. W każdym oknie widać było zwis sufitowy i smutne centralne światło.

Jak dziś wygląda wznowiona produkcja lamp Reflex? T.A. Rudkiewicz: Nadal opiera się na podwykonawcach. Nie wszystkich udało się znaleźć w Polsce. Znaleźliśmy producentów w innym kraju Unii Europejskiej. Części lamp wykonywane są z najlepszych materiałów – z wysokiej jakości, grubej i trwałej stali. Wyoblanie (naciąganie stali na formę) robione było kiedyś ręcznie, na starych tokarkach, w piwnicy. Miało to wartość dobrego rzemiosła, każda sztuka nosiła indywidualne cechy ręcznej pracy. Teraz wykonywane jest to nowoczesnymi technologiami komputerowymi w niskonakładowych seriach. Jakość jest fantastyczna. Lampy lakierowane są w Polsce i składane u nas w firmie, jak inne nasze lampy.

REFLEX plakat